Jeszcze kilka lat temu chińskie auta elektryczne w Europie były ciekawostką. Dziś stają się osobną kategorią rynkową, którą analitycy uwzględniają w prognozach dla OEM-ów z UE. Według aktualnych szacunków udział chińskich marek w sprzedaży nowych samochodów elektrycznych (BEV) w Unii szybko rośnie i oscyluje już w okolicach kilkunastu procent. Do tego trzeba doliczyć chińskie modele produkowane pod europejskimi markami, co dodatkowo komplikuje obraz konkurencji.
Dlaczego to ma znaczenie dla menedżera w Europie? Bo rosnący udział tanich, elektrycznych modeli uderza w segmenty, które dotąd zapewniały europejskim producentom stabilne marże - auta kompaktowe i flotowe. W momencie, gdy duzi klienci flotowi zaczynają porównywać całkowity koszt posiadania (TCO), a nie tylko logo na masce, przewaga kosztowa Chin przestaje być teoretyczna.
Źródłem przewagi Chin nie jest magiczna technologia, ale kombinacja kilku czynników biznesowych. Po pierwsze - skala. Chińskie fabryki baterii i pojazdów działają na ogromnych wolumenach, co pozwala obniżać jednostkowy koszt produkcji. Po drugie - kontrola nad łańcuchem dostaw surowców i komponentów, od materiałów katodowych po elektronikę mocy. To nie tylko niższa cena części, ale też krótsze łańcuchy dostaw i lepsza przewidywalność kosztów.
Po trzecie - specjalizacja w technologiach, które są wystarczająco dobre, a nie koniecznie topowe. Przykład: chemia LFP w bateriach. Ma mniejszą gęstość energii niż NMC, ale jest tańsza, trwalsza i bez kobaltu. Dla miejskiego czy flotowego auta elektrycznego oznacza to mniejszy zasięg na papierze, ale niższy CAPEX na pojazd, prostszy model serwisowy i mniejszą wrażliwość na wahania ceny surowców. Z perspektywy fleet managera czy CFO to racjonalny kompromis, a nie wada.
W efekcie chińscy producenci oferują auta elektryczne zauważalnie tańsze niż modele europejskie o zbliżonych parametrach użytkowych. Dla klientów biznesowych przekłada się to na niższą miesięczną ratę leasingu, szybszy zwrot z inwestycji w elektryfikację floty oraz łatwiejsze domknięcie celów ESG bez nadmiernego obciążania budżetu operacyjnego.
Bruksela nie patrzy biernie na rosnący import chińskich BEV. Komisja Europejska bada, czy chiwscy producenci korzystają z subsydiów, które zaburzają konkurencję, a efektem są propozycje podwyższonych ceł na auta elektryczne z Chin. Politycznie ma to chronić miejsca pracy, technologiczne know-how i inwestycje w zieloną transformację przemysłu motoryzacyjnego w UE.
Z perspektywy biznesu sytuacja jest jednak bardziej zniuansowana. Wyższe cła mogą chwilowo zmniejszyć presję cenową, ale jednocześnie niosą ryzyko odwetu ze strony Chin - na przykład w postaci barier dla europejskich marek na rynku chiwskim czy ograniczeń w eksporcie kluczowych komponentów do baterii. Dla firm planujących inwestycje w fabryki ogniw, montownie pojazdów czy centra R&D w Europie oznacza to nową zmienną w modelach ryzyka regulacyjnego.
Regulacje mają też inny wymiar: rosnące wymogi ESG i ślad węglowy produktów. Wprowadzenie mechanizmów takich jak cło węglowe czy obowiązek raportowania emisyjności łańcucha dostaw może w dłuższym okresie zmienić bilans kosztów pomiędzy produkcją w Chinach i w Europie. Jeśli firmy z UE zbudują przejrzyste łańcuchy dostaw i pokażą niższy ślad węglowy na jednostkę produktu, zyskają argument nie tylko marketingowy, ale i finansowy - preferencje w zamówieniach publicznych czy lepszy dostęp do zielonego finansowania.
Europa ma słabszą pozycję kosztową, ale wciąż kilka atutów, które mogą zdecydować o wyniku tej rozgrywki. Pierwszy to zaufanie do jakości i bezpieczeństwa. Dla wielu flot korporacyjnych kluczowe są nie tylko parametry auta, ale stabilność serwisu, dostęp do części, gwarancje i zgodność z restrykcyjnymi normami bezpieczeństwa. W przetargach dla dużych firm czy instytucji publicznych te elementy często ważą tyle samo co cena.
Drugi to integracja z lokalnym ekosystemem energetycznym i cyfrowym. Europejscy producenci coraz częściej oferują kompletne rozwiązania: od auta, przez ładowarki, po system zarządzania flotą i integrację z instalacjami OZE czy magazynami energii w firmie. To ważne dla menedżerów, którzy patrzą na TCO i ryzyko operacyjne całościowo - nie tylko na pojedynczy pojazd, ale na całą infrastrukturę transportu i jej wpływ na profil zużycia energii.
Trzeci atut to wiarygodność w obszarze ESG. Coraz więcej firm musi raportować nie tylko własne emisje, ale też emisyjność łańcucha dostaw. Wybór dostawcy pojazdów staje się więc elementem strategii ESG, a nie tylko zakupu flotowego. Producenci z Europy, którzy transparentnie dokumentują ślad węglowy, standardy pracy i ład korporacyjny w całym łańcuchu, będą mieli przewagę w przetargach, gdzie liczy się nie tylko cena, ale także zgodność z polityką zakupową i wymaganiami inwestorów.
Czy chińskie samochody elektryczne są zagrożeniem? Tak - dla tych producentów, którzy liczą na to, że rynek sam ich ochroni. Dla firm flotowych, inwestorów i menedżerów ESG to raczej nowe pole manewru niż wyłącznie ryzyko. Jak podejść do tematu praktycznie?
Po pierwsze, warto porównywać oferty nie tylko pod kątem ceny katalogowej, ale pełnego TCO w horyzoncie 5-7 lat - uwzględniając serwis, gwarancje baterii, wartość rezydualną i potencjalne ryzyka regulacyjne (np. zmiana ceł czy zasad homologacji). Po drugie, włączyć dział ESG i dział zakupów do oceny dostawców, sprawdzając nie tylko parametry techniczne, ale też ślad węglowy, przejrzystość łańcucha dostaw i standardy raportowania.
Po trzecie, myśleć o elektryfikacji floty razem z infrastrukturą ładowania i zarządzaniem energią. Auta z Chin mogą być atrakcyjne cenowo, ale jeśli europejski producent oferuje pakiet obejmujący pojazd, ładowarki, integrację z fotowoltaiką i rozliczanie ładowań pracowników w domu, przewaga kosztowa na poziomie zakupu może nie zrównoważyć przewagi operacyjnej ekosystemu. Wreszcie - dywersyfikować. W wielu firmach optymalnym scenariuszem może być mieszanka marek europejskich i chińskich, dopasowana do różnych profili użytkowania i wymogów ESG.
Podsumowując: chińskie samochody elektryczne są realnym wyzwaniem dla europejskich producentów, ale dla świadomych menedżerów to także okazja do przedefiniowania strategii flotowej, zakupowej i ESG. Wygrywać będą nie ci, którzy wybiorą jedną flagę, ale ci, którzy potrafią policzyć pełen koszt, ocenić ryzyka regulacyjne i włączyć e-mobilność w szerszą transformację energetyczną firmy.